Kiedy oglądam serial "Alternatywy 4" to cieszę się, że tamte czasami mamy daleko za sobą - i mam nadzieje, ze nie powrócą. Spróbujmy sobie wyobrazić takiego Stanisława Anioła w naszym nowym blokowisku. Nowe osiedla - szczególnie te strzeżone robią wrażenie. Czyste, przestrzenne, z ładnym i urokliwym placem zabaw dla naszych milusińskich. Często tez w sąsiedztwie z nowoczesnym parkiem. I gdyba nagle pojawił się wszechobecny dozorca, zmuszający nas do codziennego sprzątania osiedla, prób kabaretu, śpiewu i tańca. W końcu stróż, któremu musielibyśmy meldować każde wejście i wyjście na obiekt. Prawie jak w książce George`a Orwella pod tytułem "Rok 1984" - "wielki brat patrzy". W czasach demokracji i prywatności, taka sytuacja jest nie do pomyślenia - przynajmniej tak nam się wydaje. Anioła nie ma, ale problemem dla niektórych zaczyna się robić wszechobecny monitoring. Nigdy nie wiemy kto i w jakiej sytuacji na nas spogląda. Obserwuje każdy nasz krok... a na to wszystko sami się zgodziliśmy... w imię bezpieczeństwa.
"Ładny dom piętrowy. Powierzchnia mieszkalna 128 metrów kwadratowych. 4 pokoje, salon, łazienka i kuchnia. Ładne i jasne poddasze. Winda. Ogród. Ładna, spokojna i czysta okolica." Tego typu ogłoszenia skusiły wielu mieszkających nieopodal granicy z Niemcami Polaków. W Niemczech nieruchomości są średnio o 35% tańsze niż w Polsce. Przeprowadzki jednak często kończą się rodzinnymi tragediami. Wszystko to dlatego, że Niemcy nas nie lubią. Nasi sąsiedzi zazwyczaj nisza nam samochody. Nierzadko się zdarza, że w środku nocy w mieszkaniach zamieszkanych przez Polaków lądują cegłówki. Wybijane szyby, dewastowane auta, prześladowane na podwórzu dzieci - to obraz polskiej rodziny żyjącej po drugiej stronie Odry. Obraz budzący postrach i przerażenie. Mówiący jednak wyraźnie - pomiędzy Polską i Niemcami nigdy nie będzie zgody, choćby nie wiem co nam wmawiali politycy. W 2008 roku blisko 23% Polaków, którzy wcześniej w poszukiwaniu tańszego mieszkania w Niemczech wróciło do kraju pozostawiając za Odra pustostan.
Wiata, choć nie ma tyle zalet co garaż wolno stojący, to jest lepsza niż parkowanie pod chmurką. Co prawda nie chroni przed zimną, czy innymi zmianami atmosferycznymi, a także przed kradzieżą, to jest często budowana. Po pierwsze dlatego, że samochód stojący pod wiatą mniej się brudzi, po drugie wiata chroni samochód przed deszczem i śniegiem. Kolejnym plusem z posiadania wiaty jest to, że wiata może nam służyć jako składzik na drewno i składzik na narzędzia ogrodowe. Największy odsetek wśród osób budujących wiatę stanowią osoby, które nie mają garażu i takie, które nie mają pomieszczeń gospodarczych. Budują ją też osoby, które decydują się na zakup drugiego samochodu, a garaż przystosowany jest dla jednego samochodu. Właściciele dużych działek często decydują się na wiatę wolno stojącą, jednak wśród posiadaczy małych działek dominują wiaty dobudowane do domu. Wiatę można dobudować od strony frontu budynku, lub z boku domu. Częściej wybierana jest ta druga opcja, gdyż ściana budynku stanowi wówczas jedną z podpór, a podjazd nie jest zbyt długi.