Lokator to osoba wynajmująca. Lokator posiada wiele obowiązków względem lokum w którym przebywa, a mianowicie, chodzi tutaj o nic więcej jak opłaty. Ogólnie rzecz biorąc to o opłatach wspominałem w podpunkcie poprzedni, a wiec nie będę powtórnie się nad tym rozwodził, jednak pamiętajmy, ze opłaty są chyba najbardziej istotną częścią bycia lokatorem, ponieważ kiedy przestaniemy je uiszczać może się okazać, że zostaniemy eksmitowani. Lokator również musi dbać o mieszkanie, ponieważ jeżeli właściciel zobaczy że jest ono niszczone lub coś niezgodnego z umową się w nim dzieje, to najprawdopodobniej zostaniemy wyrzuceni, a mało tego zostanie na nas nałożona kara, która na pewno da się odczuć. Lokato musi wiedzieć że nie zawsze będzie tolerowane jego zachowanie, to znaczy nie może się zachowywać w sposób, który będzie rażący dla innych mieszkańców. Przebywając we wspólnocie musimy się do niej dopasować, ponieważ w przeciwnym przypadku najprawdopodobniej będziemy musieli z niej odejść.
Światowy kryzys gospodarczy dał się we znaki developerom. Wiele firm z tej branży musiało ogłosić upadłość, inne nagle i masowo zaczęły przerywać inwestycje. Firm developerskich nie stać już na budowanie nowych budynków i apartamentów. Jakby tego było mało, developerzy w końcu zostali zmuszeni do obniżenia cen za sprzedawane mieszkania. W niektórych miastach (Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Szczecin) ceny za "pustostany" spadły nawet o 15%. przy dużych sumach, te niepozorne 15% to spora ulga. Analitycy jednak przestrzegają. Nie ma co liczyć,że ceny w dalszym ciągu będą spadać na łeb na szyję. Developerzy wprawdzie walczą o życie, ale na większe obniżki cen nie mogą sobie pozwolić, w przeciwnym wypadku będą musieli sprzedawać mieszkania za ceny niższe niż koszta ich budowy. Na to firmy nie mogą sobie pozwolić, bo oznaczałoby to, że do interesu będą musieli dokładać astronomiczne sumy.
W ostatnich latach młodzi Polacy masowo brali kredyty hipoteczne, aby kupić sobie wymarzone mieszkanie i zacząć "nowe" życie. Taki kredyt to ból: spłacać go będą przez następnych 30 lub 40 lat. Teraz o kredyt jeszcze trudniej, bo banki niechętnie dają wysokie kredyty. A wszystkiemu winien jest kryzys w światowej gospodarce. W 2008 roku o kredyt było dużo łatwiej. Banki - a owszem - wymagały całkiem sporych dochodów, na podstawie których wyliczały sobie nasze zdolności kredytowe ale owe kredyty dawały. Teraz nie dość, że wymagania są dużo wyższe (teraz musimy mieć jedną trzecią kredytowanej sumy wkładu własnego), to jeszcze o kredyt dużo trudniej. Banki za wszelką cenę starają się znaleźć "haczyk" na klienta, by odmówić mu udzielenia kredytu. Wydaje się, że mieszkalnictwo znalazło się w patowej sytuacji. Z jednej strony drogie mieszkania, na których nie ma nabywców, a z drugiej ludzie, którzy mieszkania chcą kupić ale nie mają za co. A pośrodku banki, które w ramach oszczędności nie chcą udzielić kredytu.